Lubię przedburzowy Kraków - nie zdołałam niestety uciec przed deszczem :P Jestem jedną z fanek tych żółtych parasoli i kwiaciarek - są na moich zdjęciach z dzieciństwa, co miało miejsce...no, parę lat temu. To taki stały element, bez którego też byłoby mi pusto na Rynku :)
Pod Hard Rock Cafe grał i śpiewał pewien mężczyzna. Jego wersja "Bohemian Rhapsody" bardzo przypadła mi do gustu, podobnie zresztą jak "Satisfaction" w jego wykonaniu :D Ma nie tylko świetny głos, ale sprawił, że ludzie dookoła zaczęli klaskać, podrygiwać - a niektórzy nawet śpiewać razem z nim. Opowiedział nam także dość ciekawą historię o hejnaliście, który czasami za drobną opłatą wysługiwał się ukraińskim trębaczem mieszkającym nieopodal ;)
Zbliżający się wielkimi krokami Coke Live Music Festival [20-21 sierpnia] wymaga odpowiedniej reklamy - dzisiaj w Krakowie rozdawano darmowe małe puszki Coca-Coli ;)
Po drodze spotkałam miętowego garbusa...
I dotarłam na późne drugie śniadanie do Cupcake Corner - moje nowe ulubione miejsce ;) Kiedyś przedstawię je wam bliżej.
Cupcake Project to mój nowy pomysł. Postanowiłam spróbować możliwie jak największej ilości smaków babeczek dostępnych w Cupcake Corner. Kiedy rano było gorąco miałam ochotę na coś orzeźwiającego, ale silne przedburzowe ochłodzenie zmieniło moje nastawienie ;) Ta babeczka nosi nazwę po prostu "Orzechowa Mufinka" ale moim zdaniem zasługuje conajmniej na jakąś nazwę w stylu "przedsionek niebios" :P Ciasto jest mocnoczekoladowe, wilgotne, rozpływa się w ustach, a ciasto z wierzchu jest przyjemnie przypieczone. Sam krem pobił wszystko - wg. strony internetowej to aksamitny serek i masło orzechowe. Jako fanatyczka masła orzechowego potwierdzam - jest boski...Ciasteczko na wierzchu to ponoć własny wyrób ;) Niemniej wg. mnie to po prostu stara, dobra amerykańska czekoladka Reese's w wersji mini.
Taak, mimo, że nie spróbowałam zasadniczo żadnej babeczki poza tą, jest ona w ścisłej czołówce wszystkich, które jadłam gdziekolwiek do tej pory :P