Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mapa smaków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mapa smaków. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Mapa Smaków: Kraków, Stolarska 6

Trafiłam na tą Cukiernię na blogu Karoliny, czytając TEN właśnie wpis i od razu założyłam, że prędzej czy później ją odwiedzę. Stało się to z przyczyn losowych trochę później niż prędzej...ale jednak mnie zawiało tam, gdzie trzeba ;) Skręcając w Stolarską najpierw rzuca się w oczy daleki, bogaty świat ambasad i wszechobecnego przepychu przetykanego barwnymi flagami na fasadach budynków. Przy bliższym rzucie okiem (i gromkim okrzyku w głowie: Nie mam oczu do rzucania!) widać kawiarenkę, a tuż za nią - Cukiernię. Gdybym nie uwielbiała miejsc, w których czas - i receptury - zatrzymują się w miejscu, pewnie skrzywiłabym się i poszła dalej. No bo cóż rewelacyjnego mogę znaleźć w lokalu, z którego płatami odpada tynk? I nie ma fajnego, migającego neonu? Ani nawet wypasionego ogródka piwnego? Okazuje się, że mogę znaleźć wiele, wiele fajnego.
 Niesamowity wybór drożdżówek chyba ze wszystkimi dostępnymi sezonowo owocami. Teraz, sądząc także po placku w tle, rządzą śliwki ;) Można też nabyć drożdżówki z serem, makiem...no i oczywiście, co widać najlepiej, ze śliwkami. Cukiernia ma też duży wybór rozmaitych ciast od klasycznych makowych rolad począwszy, na jabłecznikach i ucieranych ze śliwkami skończywszy.
 Przyszłam w sumie spróbować tak zachwalanych przez Karolinę drożdżówek z serem, a wyszłam z czymś zupełnie innym. Tutaj - drożdżowe bułeczki z różą, obok - drożdżowe z makiem, a w tle nawet z czekoladą ;) Jako ciekawostkę można uznać to, że większość wypieków jest tutaj dostępna na wagę. Obecnie rzadko spotykam się z takim systemem - raczej wszyscy idą na łatwiznę i sprzedają towar na sztuki.
 Strucla ze serem wyglądała obłędnie...
 A oto i powód dla którego w Cafe Camelot zadowoliłyśmy się z Mamą jedynie czymś na ugaszenie pragnienia. Po lewej - francuskie ciastko z marcepanowym nadzieniem (boskie, co dla mnie - zatwardziałego przeciwnika marcepanu - było mocnym zaskoczeniem), a po prawej moja drożdżowa bułka z różą. Była niesamowita - z prawdziwego, drożdżowego ciasta, które niewiele ma wspólnego z pseudodomowymi wyrobami dostępnymi w większości piekarni i cukierni.
 Cukiernia na Stolarskiej
ul. Stolarska 6
Kraków 

Jeszcze raz wielkie podziękowania dla Karoliny za namiar na tak świetne miejsce. Nie wiem jak mogłam, przechodząc tyle razy obok tego lokalu, ani razu tam nie wstąpić. Co najlepsze - ja nawet nie wiedziałam, pędząc tamtędy z wzrokiem wbitym w malowniczą mozaikę Krakowskiego bruku, że tam jest jakakolwiek cukiernia. Wstyd! Dlatego chociaż Wy się zrehabilitujcie i udajcie się do boskiej Cukierni, gdzie wszystko smakuje tak, jak smakować powinno. 

wtorek, 3 sierpnia 2010

Mapa smaków : Cafe Camelot, Kraków

Pierwsza myśl: rozwinąć pojęcie Mapa Smaków. Pomyślałam, że fajnie byłoby napisać o miejscach w których coś jadłam, piłam kawę, mam sprawdzone - tak, żeby ktoś kto może odwiedza mojego bloga kiedyś tam zajrzał i mógł podzielić się ze mną doświadczeniami. Mapę Smaków można zatem uznać za pewien rodzaj cyklu, który będzie się tutaj pojawiał w rozmaitych odstępach czasowych...czasem zaniknie, a w okresach gorących podróży będzie rozwijał się na nowo ;)
Druga myśl: Niewierny Tomasz! Każdy z nas chyba zna ten związek frazeologiczny ;) W Krakowie Tomasz uległ "zzaułkowaniu" i zaszył się gdzieś między Floriańską a św. Jana - na zakręcie. Mieszczą się tam trzy knajpki, a właściwie Cafe Camelot - z akcentem artystycznym w postaci kabaretu Loch Camelot, Cherubino - o którym być może napiszę następnym razem ;) i Dym - knajpa, która niewątpliwie wiedzie prym w rankingu na najbardziej zadymione miejsce w Krakowie. 
Camelot jest lokalem o wyjątkowym wystroju (jeśli zasiądziemy wewnątrz) natomiast stwarza niezwykłe możliwości obserwacyjne - jeśli zdecydujemy się usiąść w ogródku przed lokalem. Zasadniczo Camelot posiada dwa ogródki - do jednego wchodzi się przez bramę lub lokal,  drugi to ten widziany od ul. św. Jana. Ja dzisiaj klapnęłam sobie w tym stwarzającym luksusowe warunki lustracyjne, z widokiem na kino Ars. Dostałam do rąk kartę, której okładkę stanowiło komunijne zdjęcie dwójki dzieci z pieczątką Zakładu Fotograficznego ;) A w środku znalazłam takie właśnie kwiatki jak ta pin-up girl z reklamy Coca-Coli. 
Po kilku godzinach biegania po mieście marzyłam tylko o czymś, co będzie mokre i zimne, i pozwoli mi skutecznie ugasić pragnienie. Zdecydowałam się po prostu na Nestea (cóż za mało poszerzający horyzonty kulinarne wybór) a dostałam takie cudo ;) W szklance znalazłam arbuza, grapefruita, cytrynę i listki mięty. 
Dziś towarzyszyła mi Mama, która zamówiła Cappuccino. Dostała do niego bonus w postaci [znienawidzonego przez Nią notabene] korzennego ciasteczka. Z ciasteczkiem rozprawiłam się ja, kawa ponoć była nie tylko piękna ale i pyszna ;) Nie decydowałyśmy się na nic do jedzenia...głównie z tego powodu, że wcześniej odwiedziłyśmy inne miejsce na naszej Mapie Smaków. O tym następnym razem. Albo jeszcze następnym?
Ogółem...na pewno tu wrócę. Nie tylko ze względu na spokój, którego brak w piwnych ogródkach przy Rynku Głównym. Następnym razem przetestuję jednak nie tylko zimne napoje - wrócę na obiad ;)
Cafe Camelot
ul. Św. Tomasza 17 
31-022 Kraków